[ industrial rock ]

HELL o!!

W zwiazku z faktem ,ze od wczraj katuje caly czas debiut kapelki “Vicotry Pill” - s/t , to chcialbym sie dowiedziec czy sa na szacownym forum fani tego typu stylistyki . Gatunku ,ktory glownie w latach 90-tych, wyrzucil na swiatlo dzienne mase swietnych zespolow .

Czy komus “robia dobrze” nazwy Machines Of Loving Grace ,Filter , Nine Inch Nails , Skinny Puppy (co do rock’a w SP to mozna sie klocic), MG13,Hate Dept., Chemlab, Cyanotic, Ministry , KMFDM , Sulpher ,Revolter czy na przyklad Pitchshifter lub God Lives Underwater ?

Jest temat o Black, Death Metalu - jest temat o Rapie ,wiec dlaczego nie otworzyc jeszcze jednej szufladki…

[size=200]**MINISTRY :exclamation: :exclamation: :exclamation: **[/size]

O Takkkk!!! . I to paradoksalnie wcale nie Psalm tylko Filthpig i Dark Side Of The Spoon (moim zdaniem te 2 plyty to szczyt Jurgensena ) Reszta rownie zabojcza ,ale przy tych 2 albumach mam ciagle ciary !! :smiling_imp: :smiling_imp: :smiling_imp:

Nie przepadam za tą szufladką muzyczną i tym, co reprezentują zespoły, ale Savage Republic mogę śmiało polecić.

Hehe… Przed długi czas, tj. do płyty “Filth Pig” włącznie, byłem die-hard psychofanem Ministry :wink: Z czasem moje muzyczne horyzonty nieco się poszerzyły i już nie byłem w stanie przymykać oczu na oczywistą pretensjonalność tego całego gatunku. Teraz, jak już mnie najdzie ochota na przemysłowe zgrzyty, to sobie puszczam Vivenzę :wink:

W ogóle to polecam wrzuty Henry’ego Rollinsa na temat Ala Jourgensena i Trenta Reznora (patrz trylogia “Black Coffee Blues”) - niezła kurwa masakra! :wink:

To trochę jakby polecać the Clash w temacie o d-beacie :wink:

[quote=“Wieloryb”]

To trochę jakby polecać the Clash w temacie o d-beacie :wink:[/quote]

Chyba jednak nie. Chodzi mi o rzeczywiste wpływy industrialu na rocka, a nie jeszcze jeden gatunek dla smutnych gotów.

[quote=“Charles de Gore”]Hehe… Przed długi czas, tj. do płyty “Filth Pig” włącznie, byłem die-hard psychofanem Ministry :wink: Z czasem moje muzyczne horyzonty nieco się poszerzyły i już nie byłem w stanie przymykać oczu na oczywistą pretensjonalność tego całego gatunku. Teraz, jak już mnie najdzie ochota na przemysłowe zgrzyty, to sobie puszczam Vivenzę :wink:

W ogóle to polecam wrzuty Henry’ego Rollinsa na temat Ala Jourgensena i Trenta Reznora (patrz trylogia “Black Coffee Blues”) - niezła kurwa masakra! :wink:[/quote]

Jean-Marc Vivenza ? Toz to zacna postac i klasyk ewidentny . Nie chce stawiac sie w roli arbitra ,ale gratuluje gustu :wink: A co do pretensjonalnosci gatunku . Jasne ,ale jest to jakoby wpisane w te stylistyke ,wiec trudno sie dziwic .Francuski Punish Yourself na przyklad swietnie wykorzystali te pretensjonalnosc ,o ktorej mowic , doprowadzajac ja do granic absurdu - jednoczesnie grajac muze przeswietna . Polecam goraco :wink:

No ok.Ale moim zdaniem czym innym jest industrial nazwijmy go “klasyczny”, czyli Throbbing Gristle, stare SPK i tak dalej, a czym innym rock industrialny, czyli właśnie Revolting cocks, Ministry itede…A Savage Republic moim zdaniem jest na tyle oryginalną kapelą, ze nie pasuje do żadnej z tych kategorii- oni są jak Sonic Youth, albo the Ex.Osobni.

Jak najbardziej tak . To sa totalnie (przynajmniej dla mnie ) 2 oddzielne gatunki ,ktore maja paradoksalnie mala wspolnego ze soba (poza oczywistym wykorzystaniem elektroniki) . Wczesniej padla fraza o muzyce dla smutnych gotow . No nie , pitolenia po linii komputerowych “HIM’ow” tez zniesc nie moge ,ale takie Gravity Kills to przeciez wulkan energii jak Monster Magnet (zachowujac oczywiscie odpowiednie proporcje) i w muzyce GK nie ma raczej miejsca dla “profanow The Cure” (inna sprawa ,ze dla samego klimatu The Cure tez tam miejsca nie ma ) :smiley:

Widziałem ich parę razy live, niedługo znów zobaczę i zobaczymy czy są poza kategorią industrial rocka. Moim zdaniem nie, ale to już czasy po reunionie.

Co do Vivenzy to czekam właśnie na jego pisemka Volonte Futuriste. Po przekładzie zostaną opublikowane na odpowiednim blogu.

[quote=“Hans”]

Widziałem ich parę razy live, niedługo znów zobaczę i zobaczymy czy są poza kategorią industrial rocka. Moim zdaniem nie, ale to już czasy po reunionie.[/quote]

No ok, jesteś bardziej na bieżąco,przyznam że nowych dokonań za bardzo nie śledzę. Ja odnosiłem się do klasycznych rzeczy typu “Jamahirya” czy “Tragic Figures”, gdzie industrialu ni grama, stąd moje zdziwienie.

[quote=“Wieloryb”]

Widziałem ich parę razy live, niedługo znów zobaczę i zobaczymy czy są poza kategorią industrial rocka. Moim zdaniem nie, ale to już czasy po reunionie.
No ok, jesteś bardziej na bieżąco,przyznam że nowych dokonań za bardzo nie śledzę. Ja odnosiłem się do klasycznych rzeczy typu “Jamahirya” czy “Tragic Figures”, gdzie industrialu ni grama, stąd moje zdziwienie.[/quote]

“Jamahirya” - ta produkcja wymyka sie wszelkim kategoriom . Wogole swietnie ,ze ludzie tutaj sluchaja takich rzeczy .

Dla mnie Savage Republic to taka sama ikona jak Quicksand ,czyli muza kompletnie nie do opisania ,nie dajaca sie skategoryzowac nijak ,etc …

a ze na takim “Jamahirya” industrialu ni grama to sie zgadzam :wink:

Zarówno Throbbing Gristle jak i SPK (nawet to stare) jak najbardziej się pod termin “rock industrialny” łapie (słowo-klucz: instrumentarium), ale faktycznie, na tej samym półce co Ministry czy NIN ja bym tego nie stawiał - choćby ze względu na różnicę jakościową czy też brak pretensjonalności właśnie…

Aurora

Flithpig jest przecietna a Dark Side…jest nudna jak flaki z olejem

szczyt osiagniec MINISTRY to RIO GRANDE BLOOD i PSALM 69

Psalm to klasyk i dyskutowac nie ma co (chociaz dla mnie to numer 3) ,natomiast RGB to energia ,z tym sie zgodze . Filthpig i Dark Side mialy jednak ten niepowtarzalny klimat ,ktorego moim zdaniem , trudno szukac na plytach pozniejszych . A to czy Ciemna Strona Lychy nudzi czy nie nudzi to czysto subiektywna opinia :wink: Mnie wciaga bez reszty…

Jurgensen najlepszą rzecz zmajstrował z Ian’em MacKaye - PAILHEAD! i Ministry mogłoby nie być… :wink:

Cóż się dziwić? Skończyło się ćpanie hery, skończyło się natchnienie :wink:
Tak swoją drogą, to u rockmanów dość powszedni syndrom…

ministry - absolutne mistrzostwo!
obadam pailhead w wolnym czasie - wstyd przyznać, ale nie słyszałem o tym projekcie. :blush: