[ książki ]

dg
Sam Kiley – Desperate Glory

Rok 2008, Afganistan, prowincja Helmand a brytyjska 16 Air Assault Brigade rozpoczyna swój turnus (niemalże koloniny). Autor książki to pisarz i reporter który spędził całą zmianę z żołnierzami i jak pisze miał dostęp do wszystkich miejsc: od pierwszej linii aż po centrum dowodzenia. Zaledwie ze dwa razy daje nam odczuć że był na miejscu jakiegoś zdarzenia, reszta narracji jest prowadzona z pozycji żołnierzy. Jak czytaliście taką literaturę to wiecie czego oczekiwać: ataki, zasadzki, śmierć (tak wrogów jak i przyjaciół), stress bojowy itp. Interesujący się wojskowością znajdą informacje dotyczące sprzętu, pojazdów i broni używanej przez brytyjczyków a także ‘’klanowości’’ ich jednostek (często syn idzie w ślady ojca i służy w tej samej jednostce lub rekrutuje się żołnierzy z jakiegoś obszaru). W armii służy też sporo kobiet np. jako kierowcy konwojów z zaopatrzeniem i de facto jest to służba na pierwszej linii.

Ale ciekawsze są inne rzeczy które tu wyczytamy: np. że Anglicy mieli w Afganistanie swoje żywotne interesy już od początku XIX wieku, walcząc kilkukrotnie (nie zawsze z sukcesem) ze słabiej uzbrojonymi i wyszkolonymi ale bardzo zdeterminowanymi Afgańczykami. W końcu osadzili tu przyjaznego sobie emira a kraj ten został rodzajem bufora który blokował Rosji drogę do bogatych Indii (od zawsze znajdujących się wstrefie wpływów Anglii). W roku 1921 Afganistan uzyskał niepodległość.

Afganistan produkuje 93% światowej produkcji opium i m.in. z opodatkowania tej działalności Talibowie finansują swoją wojnę. Sezon ataków na wojska koalicji zaczyna się po skończeniu zbiorów maku (do tego czasu jest w miarę spokojnie). Z powodu toczących się walk rolnicy nie są w stanie dostarczać swoich produktów do miast i przestawiają się na uprawę maku aby wyżywić swoje rodziny, a do tego zboża przysyłane w ramach programów pomocowych powodują obniżenie cen rynkowych i nieopłacalność ich produkcji.

Kilka gorzkich słów dostaje się politykom którzy mają małe pojęcie jak wygląda sytuacja na miejscu co skutkuje np. wyposarzeniem żołnierzy w nieopancerzone auta (w konflikcie gdzie największym zagrożeniem są miny i ładunki wybuchowe ukryte na drogach). Dowódca brytyjczyków krytykuje też styl walki amerykańskich żołnierzy którzy w sytuacji wymiany ognia wzywają zaraz naloty powietrzne, te często skutkują śmiercią cywilów a każdy taki przypadek to jeden zwolennik Talibów więcej. Ale moja sympatia jest po stronie wojsk koalicji: ludzie którzy chowają się pomiędzy cywilami czy wysyłają dzieci w stronę atakujących ich Brytyjczyków nie zasługują na nic.

Talibowie są jednak bardzo skuteczni w pozbawieniu Brytyjczyków wolności poruszania się: każdego dnia trzeba odminowywać drogi a zasadzki są regułą, nie wyjątkiem. Z obawy przed minami ludność cywilna także nie jest w stanie swobodnie się przemieszczać co ogranicza ich możliwości zarobkowe.

Słowami jednego z Afgańczyków dowiadujemy się że Al Kaida nie była na początku częścią ruchu Talibów, a współcześnie walkę prowadzą w dużej części najemnicy (głównie chyba z Pakistanu). To do Pakistanu przerzuca się narkotyki, szkoli tam bojowników, tam przecież przez kilka lat ukrywał się Osama Bin Laden. Jak niedawno było w wiadomościach Pakistan podpisał umowy na wielkie inwestycje z Saudyjczykami (to ci co zabili tego dziennikarza Khashoggiego). A Arabia Saudyjska oprócz tego że jest ‘’sprzymierzeńcem’’ USA jest także ‘’eksporterem’’ tej najbardziej gównianej wersji konserwatywnego islamu i do tego mają pieniądze aby ją propagować.

Nie jest to pewnie najlepsza książka o udziale Brytyjczyków ale fajne jest że czasami dostajemy wgląd w sytuację z pewnego dystansu i dowiadujemy się o różnych zależnościach i układach. Na dzień dzisiejszy Afganistan został w wiadomościach zredukowany do pasków na dole ekranu gdy zdarzy się tam jakiś zamach bombowy. Amerykanie mają defitywnie wycofać swoje wojska a za nimi pewnie pójdą różne NGOs i pytanie jest kto przejmie tam władzę. Rozwój sytuacji analogiczny do losu Południowego Wietnamu wydaję się być bardzo prawdopodobny.
.

(O różnicach kulturowych. Nowy brytyjski dowódca spotyka się z afgańskim szefem dystryktu.

- Ile masz dzieci? – pyta Anglik

- Siedemnaście.

- Ilu chłopców a ile dziewczyn?

- Siedemnastu chłopców i dziesięć dziewczyn.)

619861-352x500

Günter Wallraff, Bernt Engelmann - "Wy na górze - my na dole" - Zanim książka Bernta Engelmanna i Güntera Wallraffa Ihr da oben - wir da unten ukazała się w Republice Federalnej Niemiec na półkach księgarskich, plotkowano o niej głośno w kręgach dziennikarskich i managerskich. Wietrzono skandal, zaś jeden z autorów, mianowicie Wallraff, oczekiwał procesu, ba, tęsknił za procesem, do czego jednak w końcu nie doszło. Na wszelki wypadek kolońskie wydawnictwo Kiepenheuer & Witsch zarządziło wszelkie środki ostrożności, żeby po ewentualnej przegranej Wallraffa nie ponieść zbyt wielkich strat. Już w czasie druku pierwszego wydania w roku 1973 w jednej z północnoniemieckich drukarń nie powierzało ono szpalt korektowych poczcie - jak się zaraz okaże, była to ostrożność wskazana - lecz specjalnym gońcom. Cały zaś wydrukowany pierwszy nakład składowano zrazu w Danii, aby uniknąć jego zajęcia.
Oto bowiem Günter Wallraff raz jeszcze postanowił zastosować przy gromadzeniu materiału
obserwacyjno - dokumentarnego do swoich społeczno - krytycznych reportaży specyficzną, znaną i budzącą postrach w RFN, literacko - dziennikarską technikę: aby opisać życie „tych na dole”, udawał się zawsze do zakładów pracy lub firm przemysłowych nie jako Günter Wallraff, lecz pod obcym nazwiskiem, z fałszywymi papierami, często odpowiednio ucharakteryzowany, w zależności od rodzaju pracy, jaką pragnął podjąć. Zastosował tę technikę także przy pisaniu swoich głośnych niepożądanych reportaży; zdając sobie sprawę z tego, że nie zawsze może to być zgodne z przepisami, stwierdza dla usprawiedliwienia: „Chodzę stale z tekstem ustawy zasadniczej (konstytucji) w kieszeni, ale nie zawsze mogę uwzględnić każdy szczegół jakiegoś zarządzenia policyjnego."
Engelmann i Wallraff utworzyli dobrą parę dla tematów rozwijanych w niniejszej książce. Ale także wtedy, gdy piszą z osobna, godni są naszej pilnej uwagi. Cieszyć się należy, że nie brak im czytelników, zarówno w Republice Federalnej Niemiec jak i daleko poza jej granicami. Historycy tego państwa nie będą mogli przejść obok ich książek obojętnie.

Świetny reportaż przybliżający obraz tych wielkopańskich właścicieli i szefów w raczej kiepsko zdenazyfikowanym RFN. Świat brutalnego wyzysku, ostentacyjnego wyzysku, także wobec gastarbeiterów z Grecji czy Hiszpanii. Na co celnie zwracają uwagę autorzy ten swoisty przegląd wielkich i bogatych, współczesnej im RFN znamionuje to, że w przeciwieństwie do nich zatrudnienie przez owych gigantów, muszą z powodu obaw, występować w tej historii ananimowo

Günter Wallraff - “Wstępniak : człowiek, który był w “Bildzie” Hansem Esserem” - Sensacyjna książka pisarza zachodnioniemieckiego, przedstawiająca mechanizmy i kierunki oddziaływania prasy bulwarowej na przykładzie największego w RFN dziennika “Bild” należącego do koncernu Springera.

Tabloidyzacja mediów osiągnęła zupełnie już inny poziom, inaczej wygląda też siła przebicia tradycyjnej prasy i zapewne praca w redakcji. A jednak warto sięgnąć po dość odległą historię człowieka, który zmierzył się z istną potęgą Bildu i pokazał mechanizmy, jakimi rządzi się tego typu prasa

625739-352x500

Rebecca Solnit - "Mężczyźni objaśniają mi świat" - Zbiór błyskotliwych tekstów amerykańskiej feministki i historyczki.
Zaczyna się niewinnie, od czegoś, co przy pewnej dozie dobrej woli można by uznać za towarzyską niezręczność. Podczas przyjęcia pan domu nie przyjmuje do wiadomości, że rozmawia z autorką książki, którą właśnie jest jej łaskaw objaśniać. Rebecca Solnit widzi jednak w tym zdarzeniu coś więcej, coś, z czym stykają się na co dzień miliony kobiet na świecie: przejaw symbolicznej przemocy ze strony mężczyzn, emanację patriarchalnego systemu, w którym funkcjonujemy. To jednak zaledwie czubek góry lodowej – autorka opowiada o innych zdarzeniach (często obficie relacjonowanych przez media), w których ujawnia się symboliczna lub nawet fizyczna przemoc wobec kobiet (w Stanach Zjednoczonych co 6 minut zgłaszany jest gwałt, a są to bardzo zaniżone statystyki). Jednocześnie Solnit wpisuje sytuację i prawa kobiet w szerszy geopolityczny i kulturowy kontekst. Przywołuje też dwie inne wybitne eseistki: Virginię Woolf i Susan Sontag, z którymi podejmuje dialog i polemizuje. Lekki styl i bystrość wywodu sprawiają, że od tekstów Solnit trudno się oderwać. Z pewnością powinny one dać do myślenia zarówno kobietom, jak i mężczyznom – są aktualne aż do bólu.
Rebecca Solnit jest amerykańską eseistką, historyczką i działaczką feministyczną. Napisała kilkanaście książek z pogranicza antropologii, filozofii i polityki, m.in. wielokrotnie nagradzaną Eadweard Muybridge and the Technological Wild West oraz Wanderlust: A History of Walking. Publikuje w wielu pismach, m.in. “Harper’s Magazine” i “Guardian”.

Mocne i treściwe eseje na ważne tematy, nie ma się co się rozpisywać, bo zwyczajnie warto i trzeba przeczytać

Magdalena Okraska "Ziemia jałowa. Opowieść o Zagłębiu"
Ci, których kolorowy pociąg z napisem „transformacja” powiózł wesoło daleko w przód, nie są w stanie po prawie trzech dekadach zrozumieć, że ta sama zmiana zostawiła daleko w tyle setki tysięcy czy miliony ludzi, z większych i małych ośrodków. Nikogo z beneficjentów sytuacji nie interesowały losy pana Heńka z prywatyzowanej huty, pani Marioli z niepotrzebnego nagle osiedlowego magla czy pana Zdzisława z zamykanej odlewni. Po co, skoro kolorowy pociąg pędził przed siebie w stronę Europy, a żeby z niego nie wypaść, trzeba było mocno trzymać się na zakrętach? Trudno odwracać się w pędzie.
Plan Balcerowicza był wyrokiem śmierci dla mniejszych ośrodków. Życie, które od przedwojnia toczyło się wokół kopalni, huty, odlewni czy wytwórni, kilka razy zamigotało i przygasło. Z ust doust powtarzano mantrę – sprzedać, sprzedać, najlepiej z zyskiem. Czyim? Na pewno nie tych, o których jest ta historia.
Magdalena Okraska opisuje Zagłębie Dąbrowskie – wyludnione po likwidacji fabryk miasta, ruiny zakładów, zdewastowane centra i opuszczonych ludzi. Na ziemi jałowej, niczyjej, gdzieś pomiędzy Śląskiem a Małopolską.

Wciągająca opowieść. Trudno się nie zgodzić gdy autorka opisuje przebieg i wpływ prywatyzacji, rozkładającej zakłady pracy, które dotąd napędzały życie w regionie. Ziemia jałowiej nie sama z siebie, ale w konsekwencji czyiś działań czy ich braku. A stagnacji towarzysz odcinanie dostępu czy to do namiastkę kultury w postaci kin czy ułatwień w przemieszczaniu się, co świetnie opisano na podstawie dobijania PKSów. Cała opowieść nie dość, że dobrze napisana to również uzupełniona o zdjęcia. Zdecydowanie warto

Justyna Kopińska “Polska odwraca oczy” - Zbiór reportaży Justyny Kopińskiej „Polska odwraca oczy” to opowieści o najważniejszych niewyjaśnionych sprawach ostatnich lat.
– Zawsze chciałam być policjantką śledczą – mówi Kopińska. – Odkrywać ukryte sprawy dotyczące przemocy dotykającej bezbronnych ludzi. Dziś robię to przez dziennikarstwo.
W książce m.in. reportaż o dręczonych pacjentach szpitala psychiatrycznego w Starogardzie Gdańskim („Oddział chorych ze strachu”) i tuszowaniu najtrudniejszych spraw o zabójstwo („Ten trup się nie liczy”) oraz nigdy niepublikowane teksty, które powstały specjalnie na potrzeby tego zbioru. Z reportaży Kopińskiej wyłania się obraz nieskutecznego wymiaru sprawiedliwości i ludzi pozostawionych z poczuciem krzywdy. Po publikacji jej tekstów przestępcy trafiali do więzienia, a w prawie wprowadzano zmiany dotyczące bezpieczeństwa w instytucjach zamkniętych.
Justyna Kopińska – dziennikarka, socjolożka. W 2015 roku ukazała się jej książka „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie” – opis śledztwa w sprawie zaginięcia Mateusza Domaradzkiego i przemocy w ośrodku Sióstr Boromeuszek w Zabrzu. Doświadczenie międzynarodowe zdobywała w Stanach Zjednoczonych i Afryce Środkowej. Obecnie pracuje jako reporterka „Dużego Formatu” – magazynu „Gazety Wyborczej”. Jest laureatką nagrody dziennikarskiej Amnesty International, dwukrotną finalistką Nagrody im. Teresy Torańskiej w kategorii „Najlepszy materiał dziennikarski roku” i finalistką Grand Press oraz Mediatorów w kategorii „Najbardziej znane publikacje”. W 2014 roku otrzymała wyróżnienie im. Andrzeja Woyciechowskiego, w 2016 European Press Prize.

Czyta się jednym tchem i ciężko się oderwać, choć to bardzo mroczne historie. Szczególnie gdy ocieramy się o świat zamkniętych instytucji, szpitala psychiatrycznego, więzienia, sierocińca i działania “wymiaru sprawiedliwości”, policja, służby więziennej, sądów czy prokuratury. Włos się jeży na głowie, bo w tym kraju to co powinno być incydentalnym tematem dla reportażu osiąga poziom normy

Lidia Ostałowska “Bolało jeszcze bardziej” - Bolało jeszcze bardziej to zbiór reportaży, które powstawały w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Dwanaście historii z całego kraju, z Przerośli Gołdapskiej, łódzkich Bałut, katowickich Bogucic, Wrotnowa, Białej Podlaskiej. Dwanaście zagmatwanych losów, a tak naprawdę jedna bohaterka – Polska B. Niechciana, zagubiona, gorzej ubrana, cierpiąca na syndrom poaborcyjny. Bolało jeszcze bardziej to niema skarga ludzi, którzy sobie nie radzą. Jednak gdzieś w tle książki Lidii Ostałowskiej znajdziemy także bezcenną opowieść o nas i naszej niewrażliwości społecznej.

Jest tu kila naprawdę mocnych reportaży, choćby ten o kazirodztwie czy rozprawiający się, może nie do końca, z syndromem poaborcyjnym. Kilka się mocno zestarzało, ale też się bronią. Oceniając jednak całość, bardzo dobrze napisana, więc warto

730751-352x500

Michael Knapp,Anja Flach,Ercan Ayboga - “Rewolucja w Rożawie. Demokratyczna autonomia i wyzwolenie kobiet w Syrysjkim Kurdystanie” - Gdyby w 2010 r. powiedziano komuś, kto nie należy do ruchu kurdyjskiego, że w roku 2015 na znacznym obszarze Bliskiego Wschodu toczyć się będzie zbrojne powstanie feministyczne pod żądaniem demokracji bezpośredniej, na pewno usłyszałby, że zwariował. A jednak.
David Graeber
Otoczeni śmiercionośnymi bandami ISIS i wrogimi siłami tureckimi, ludzie żyjący w syryjskich kantonach Rożawy stworzyli jedno z najbardziej postępowych społeczeństw na świecie. Zachodni obserwatorzy są zdumieni sukcesem ich zaciekle antykapitalistycznego i antynacjonalistycznego projektu, w którym kluczową rolę odgrywa oddolna organizacja, demokracja bezpośrednia, wyzwolenie kobiet, ekologia oraz różnorodność etniczna i religijna.
„Rewolucja w Rożawie” to pierwszy autentyczny wgląd w złożone wymiary rewolucji, całościowe opracowanie transformacji społecznej i politycznej trwającej obecnie w syryjskim Kurdystanie.
Jej autorzy wykorzystują własne doświadczenia z pracy i walki w regionie, aby pokazać zachodzące tam głębokie przemiany społeczne i polityczne oraz ukazać niezwykłą historię walki z przeciwnościami losu.

Książka zasługuje na uznanie, przede wszystkim ze względu na zadanie sobie trudu jak najbardziej przejrzystego opisania, bardzo przecież dynamicznego procesu. Wnikliwie stara się przybliżyć ów rewolucyjny potencjał, który z ludzi postrzeganych, w jakimś zbiorowym europocentrycznym mniemaniu, widzi “dzikich barbarzyńców” czyni obecnie de facto autorów niezwykle bezpośrednich wolnościowych procesów społecznych i to pomimo ciągłego zagrożenia militarnego. Podkreślona jest niezwykle ważna rola kobiet w tym rewolucyjnym ruchu, dostrzegania problemów ekologicznych, roli edukacji czy szacunku i tolerancji, a także chęci włączenia w owe przemiany wszelkich religijnych i etnicznych mniejszości zamieszkujących region. Owa chęć jak najbardziej precyzyjnego przedstawienia założeń i praktycznych etapów przemian zachodzących w Rożawie może momentami utrudniać lekturę, obco brzmiące nazwy i skróty, fakt, że mamy do czynienia z pracą zbiorową powoduje, że to niekoniecznie musi być w wielu miejscach wybitnie porywająca lektura. Odrobinę zniechęca też przyjęty układ przypisów, umieszczonych na zakończeniu każdego z rozdziałów, ale można się przyzwyczaić. Nie jest to jednak na szczęście wywód czysto akademicki, często oddaje głos, samym uczestniczą i uczestnikom kurdyjskiego ruchu. Warto

Marta Petrusewicz - Społeczeństwo przeciwko państwu. Chłopskie rozbójnictwo w południowych Włoszech - Książeczka dla wszystkich, którzy i które nie przyjmują prostej (i fałszywej) alternatywy: postęp albo zacofanie, dynamiczna nowoczesność albo ciasny tradycjonalizm, cywilizujące państwo albo ciemne przesądy. Marta Petrusewicz o chłopskich rozbójnikach i ich walce z wszystkożernym państwem.

Rozbójnictwem w południowych Włoszech fascynował się już sam Bakunin. Krótka monografia pokazuje, jak łatwo owym rozbójnikom wyło zmieniać strony i zawierać nowe sojusze, skąd tak swoista popularność ludowego oporu, który często stanowił odpowiedź na przymusowy pobór, czy kolejne formy opodatkowania. Ciekawa lektura. Polecam.

Janicki_Epoka-milczenia_popr2_500pcx

Kamil Janicki “Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić” - Czy o „takich” tematach w ogóle powinno się pisać? Po co wyciągać „te” brudy na światło dzienne? Nie lepiej „to” zostawić? Kamil Janicki, autor Pierwszych Dam II Rzeczpospolitej i Epoki hipokryzji, odpowiada w swojej najnowszej książce: „Nie, nie lepiej”. Pisać wprost to obowiązek historyka.
Gwałt? Rzecz jasna winna jest kobieta. I to ona musi udowodnić, że jej opór był „nieprzerwany, rzeczywisty i niesymulowany”. Molestowanie dzieci? Niemożliwe, bo przecież „ich świadectwa przed sądem są dla znawcy zupełnie bezwartościowe”. Obmacywanie na ulicach, seksualne wykorzystywanie w pracy? Nękanie? Dewiacje? Zboczenia? „Przecież u nas w kinie nawet całusa nie zobaczysz… wszystko cenzurują”.
Lektura Epoki milczenia to odkrywanie świata ukrytego za kotarą pozornej cnotliwości, konwenansów i mieszczańskiego tabu. Odkrywanie Rzeczpospolitej pełnej hipokryzji, nigdy nieukaranych zbrodni, ludzkiej krzywdy i lekceważącego rechotu dziennikarskich hien.

Mocna rzecz. Szczególnie gdy weźmiemy sobie słowa autora zawarte w epilogu. Mimo upływu lat wciąż osoby publiczne “żartują” z gwałtu, molestowania, kwestionują słowa ofiar. Edukacja seksualna jest na wyjątkowo niskim poziomie lub nie ma jej wcale, co często daje pole do popisu podobnej renomy “ekspertom” co ci z czasów II RP. Warto przeczytać, by spojrzeć z historycznego dystansu na naszą współczesność.

657466-352x500

Justyna Kopińska “Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” - Mówiły: Ty alkoholiku, ułomie, głupku. Masz zło w genach zapisane.
To najbardziej wstrząsająca reportażowa książka roku.
O sprawie, zakończonej skazaniem siostry Bernadetty na więzienie, słyszeliśmy wszyscy. Ale jak to, co działo się w Ośrodku przez ponad trzydzieści lat, było w ogóle możliwe?
Czy gdyby nie koszmar bitych i molestowanych wychowanków – dzieci i dorosłych, normalnych i niepełnosprawnych umysłowo w wieku od czterech do trzydziestu czterech lat – doszłoby do morderstwa małego Mateusza? W lutym 2006 chłopiec został zgwałcony i zabity przez Tomasza, byłego wychowanka Ośrodka, ofiarę tamtejszej „pętli molestowania”, bo Tomasz, zanim zaczął wykorzystywać chłopców, już jako kilkuletnie dziecko był gwałcony przez starszych wychowanków.
„Czy Bóg wybaczy…” – opowiadająca z różnych stron historię koszmaru w Ośrodku, procesu z przesłuchaniami zastraszonych wychowanków - to przede wszystkim porażająca opowieść o przyzwoleniu. Głośnym i cichym. Jak to możliwe, że sprawy przez lata nie nagłośniły nauczycielki, widząc brudnych i pobitych uczniów, przychodzących z Ośrodka? Jak to możliwe, że kontroli nie sprawowało kuratorium, ale zakon?
Pytanie, czy Bóg wybaczy siostrze Scholastyce, Bernardetcie, Monice czy Patrycji, bijącej menażką do utraty przytomności i próba odpowiedzi na to, kim były i są owe kobiety, co spotkało je we wcześniejszym życiu, że stały się potworami oraz dlaczego za potwory wcale się nie uważały – to jeszcze inna sprawa…

Ta książka jest nawet mocniejsza od filmu Sekielskich, ukazała się, wcześniej poprzedził ją reportaż, było trochę szumu. Jednak na szumie się skończyło, więc może warto wrócić do lektury, żeby zrozumieć, że reperkusje poczucia bezkarności przedstawicieli kościoła niosą naprawdę straszne konsekwencję. I człowiek w trakcie chwyta się za głowę, jak można było nie wpaść na to, że atmosfera domu dziecka w połączeniu z rygorem klasztoru i niewykwalifikowanymi zakonnicami, musi skutkować łamaniem życia podopiecznych. No jednak nikt jakoś nie wpadł, niemal wszyscy udawali, że nic się nie działo, była nawet nagroda dla dyrektorki i pochwały. Wszystko to kosztem dzieciaków, a winne i winni nie potrafili nawet szczerze przeprosić. Obowiązkowa lektura

1 Like

ch-dz6

Christianne V. Felschernow i Sonja Vukovic – ‘ ’Życie mimo wszystko’’

Kupiłem z sentymentu bo czcionką i kolorystyką okładki nawiązuje do książki ‘’My dzieci z dworca ZOO’’ i jest kontynuacją losów głównej bohaterki. Ale obiektywnie trzeba stwierdzić że nie dorównuje tamtej pozycji i raczej nigdy nie wejdzie do kanonu lektur szkolnych. Tylko dla tych co czytali ‘’My dzieci …’’ i są zainteresowani co stało się potem: lub dla tych co badają ‘’kryzys wieku średniego’’ albo wpływy toksycznej rodziny na późniejsze życiowe wybory. Ale jest za to bardziej ‘’antynarkotykowa’’ niż losy nastoletniej Christianne: pokazuje że im wcześniej zaczniesz tym bardziej schrzanisz sobie życie i że już nigdy się od tego tak do końca nie uwolnisz. Choć nasza bohaterka i tak była w komfortowej sytuacji dostając tantiemy za książkę i film opisujące jej losy.

Jacek Jędrzejak – ‘’Z gitarą przez Antyle’’

Przyznam się że bardzo słabo trawię różne globtroterskie relacje jakie pojawiają się w punkowych fanzinach i jest wyjątkiem a nie regułą że doczytam takowe do końca. Ale nie mam z nimi problemu jeśli są one w postaci telewizyjnego reportażu lub książki.

Ta pozycja zaciekawiła mnie osobą autora: to Dżej Dżej z Big Cyca i postanowiłem sprawdzić czy pisanie idzie mu równie dobrze jak granie muzyki. Jest to już jego druga podróżnicza książka i choć nagrody Pulitzera za nią pewnie nie dostanie to jest napisana przystępnie i ciekawie. Wraz z Jackiem zwiedzamy francuskie terytoria: wyspy Dominikę, Gwadelupę i Martynikę na Małych Antylach. Jako że mówiący po francusku są raczej niechętni do nauki języka angielskiego to pojawiają się nieraz problemy z komunikacją co bywa problemem zwłaszcza w urzędach. Warto wziąć to pod uwagę jadąc w miejsca gdzie oficjalnym językiem jest właśnie francuski, i takich praktycznych porad w tej książce trochę znajdziemy. Do tego autor raczy nas faktami historycznymi czy dotyczącymi architektury odwiedzanych miejsc. Ja mu zazdroszczę fotograficznej pamięci bo ilość opisanych szczegółów dotyczących ludzi, ich ubioru, zachowania czy przyrody mnie zadziwia (ja bym pewnie zapamiętał tylko jakieś ogólne wrażenie). Szkoda że tytułowa gitara pojawia się tylko jako rekwizyt na zdjęciu z okładki.

5ec4e9e846bfbd732e657b31f5ae

Gunter Wallraff - “Trzynaście niepożądanych reportaży” - Fragment z książki : “Kiedy w roku 1970 odwiedziłem Guntera Wallraffa w jego kolońskim mieszkaniu, położonym w dzielnicy na tyle skromnej, że mogli tutaj mieszkać zarówno robotnicy jak i większość urzędników, najmniej mówiliśmy zrazu o nim samym, zdawał się unikać tego tematu.” Günter Wallraff - niemiecki pisarz i dziennikarz. Po odbyciu zastępczej służby wojskowej imał się różnych zajęć, a zebrane przy tej okazji doświadczenia opublikował w 1966 roku w formie zbioru reportaży Wir brauchen dich. Als Arbeiter in deutschen Industriebetrieben. W tomie Trzynaście niepożądanych reportaży (1969, wydanie polskie 1973) po raz pierwszy sięgnął do tzw. reportażu uczestniczącego, opisując swoje doświadczenia m.in. w roli alkoholika, bezdomnego, właściciela fabryki chemicznej. Był jednym ze współzałożycieli Werkkreis Literatur der Arbeitswelt (Zespół Roboczy Literatury Świata Pracy), działającego w ramach słynnego ugrupowania literackiego Gruppe 61.

I ponownie mimo upływu czasu, przynajmniej część tych tekstów się nie zestarzała. Śmiało można napisać, że rzeczywistość szpitala psychiatrycznego te kilka dekad temu w RFN i rzeczywistość szpitala psychiatrycznego w Polsce dziś są nadal bardzo podobne. Zdecydowanie nie starzeje się też samo podejście do sztuki reportażu, zaciętość w drążeniu tematu, wykorzystywanie prowokacji, celem ukazania skrywanego ukrytego dna. Warto.

Charlie LeDuff - “Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje” - Charlie LeDuff, ekscentryczny amerykański dziennikarz, wraz z ekipą telewizyjną rusza w podróż po Stanach Zjednoczonych, oddając głos tym, których na co dzień nikt nie chce słuchać. Biali mężczyźni ciężko pracujący przy wydobyciu ropy, meksykańscy imigranci docierający do USA wpław przez Rio Grande, czarnoskórzy mieszkańcy Baltimore i Detroit żyjący na marginesie społeczeństwa, samotne matki płacące krocie za wodę niezdatną do picia i wielu innych, których poza LeDuffem wysłuchała tylko urna wyborcza.
Ostatnie wybory prezydenckie w USA nie należały do elit z Nowego Jorku, Los Angeles czy Waszyngtonu. Należały do ludzi, jak pisze autor, mieszkających w samym butwiejącym środku, w miejscu, którego nie widać z gabinetów na obu wybrzeżach ani z drapaczy chmur, gdzie ulokowały się medialne elity. Te wybory nie należały do garniturów. Należały do flaneli.
LeDuff nie przebiera w środkach i przekraczając niejedną granicę, obnaża to, co w polityce najgorsze – łapówkarstwo, bezczelność, oderwanie od rzeczywistości i bezkarność. Pokazuje też ignorancję mediów, które zamiast pochylać się nad najsłabszym, poklepują po plecach najsilniejszych.
A więc, Panie i Panowie, zapraszamy! Przed wami niespotykany pokaz pychy, arogancji i głupoty. Degrengolada, cyrk na kółkach, burdel, kipisz… Krótko mówiąc – prawdziwy shitshow!

Czyta się jednym tchem to fakt. Sporo ciekawych obserwacji i uwag, a jednocześnie sam autor absolutnie wpisuje się w narrację shitshow, o której piszę. Słowem autor bywa irytujący, bywa błaznem na siłę próbującym wzbudzić kontrowersję, a mimo to nie odkładamy książki i czytamy dalej. I to jest świetne

Malcolm XD “Emigracja” - Debiutancka powieść najbardziej nieznanego autora w Polsce.
Malcolm XD w ciągu ostatnich kilku lat opublikował w Internecie kilkadziesiąt krótkich opowiadań, które przyciągnęły przed ekran ponad 2 miliony czytelników. To spod jego klawiatury wyszła kultowa już historia o „Ojcu wędkarzu”, która doczekała się nawet ekranizacji (scenariusz do „Fanatyka” napisał sam Malcolm XD, reżyserią zajął się Michał Tylka, a w filmie zagrali m.in. Piotr Cyrwus, Marian Dziędziel, Jan Nowicki czy Anna Radwan).
„Emigracja” to książka o młodym człowieku, który po ukończeniu małomiasteczkowego liceum decyduje się na wyjazd zarobkowy do Wielkiej Brytanii. W charakterystyczny „pastowy” sposób opowiada o jednym z najważniejszych polskich zjawisk społecznych ostatnich dekad, które nadal nie zostało w wyczerpujący sposób przedstawione w polskiej literaturze. To opowieść o dorastaniu w powiatowej Polsce, obfitującej w przygody trasie do Londynu i samym życiu emigranta. O tirowcach, cygańskich handlarzach kamperami, anarchistach-squattersach, recydywistach ukrywających się przed polskim wymiarem sprawiedliwości, rosyjskich oligarchach, zubożałej angielskiej arystokracji, stulejarzach i klubach go-go.
Beware, przed Wami legenda polskiego internetu w wersji analogowej.

Bardzo wesoła i sympatyczna książka. Śmiechałem w trakcie czytanie, oczywiście to jest taki śmiech made in poland, więc można śmiać się przez łzy, choćby bolejąc nad tym, że kiedyś Żeromski, Mickiewicz, Słowacki, a teraz jakiś Malcolm XD. Polecam

737158-352x500

Kevin Bales - Jednorazowi ludzie. Nowe niewolnictwo w gospodarce światowej - We współczesnym świecie niewolnictwo jest procederem nielegalnym. Mimo to kilkadziesiąt milionów ludzi nadal wegetuje pod jarzmem tej prastarej formy opresji, a ich liczba nieustannie rośnie. Kevin Bales opisuje różne postacie nowego niewolnictwa; wyjaśnia, z czego się ono bierze, jak funkcjonuje i dlaczego tak dobrze radzi sobie w realiach zglobalizowanej gospodarki. W tej poruszającej i gruntownie udokumentowanej historii Kevin Bales prowadzi nas od pakistańskich cegielni i tajskich domów publicznych do nowoczesnych biur międzynarodowych korporacji i… dalej. Proponuje, abyśmy poszukali wokół siebie śladów, jakie niewolnictwo odciska bezpośrednio na życiu każdego z nas.

Warto przeczytać i uświadomić sobie jak wygląda współczesne niewolnictwo, choćby po to, jak słusznie wielokrotnie podkreśla autor, że zjawisko to bynajmniej nie odeszło do przeszłości. Od Tajlandii, przez Brazylię, Pakistan czy Indię, ludzie z różnych powodów popadają w niewolę, niewolę za długi, niewolę związaną z całą seksturystykom w Tajlandii, czy niewolę wynikającą z archaicznych metod produkcji, gdzie siła ludzka jest tańsza i łatwiejsza do zastępowania. To zastępowanie ludzi i czynienie z nich swoistych jednorazowych przedmiotów, popadających w niewolę może nie jak dawniej na całe życie, z przypisaniem do konkretnego właściciela, funkcjonujących w ramach legalnego rynku niewolniczego. Współczesne niewolnictwo jest bardziej ukryte, może nie tak ostentacyjne, bo formalnie w większości miejsc na świecie przecież zakazane, a jednak trwa, posługuje się jak zawsze przymusem i przemocą. Polecam

1 Like

Odsłuchałem niedawno pięć tomów cyklu The Expanse, jakoś w wakacje podobno ma się ukazać szósty.

Jakie to jest dobre!

Serial jest znakomity, ale książki o wiele lepsze. Świat wykreowany przez twórców, polityka, intrygi, postacie, nie mogę się doczekać szóstego tomu.

1 Like

Po angielsku jest 8 tomów do 9 i ostatniego będziemy czekać aż do 2020r. Polecam też te krótsze historie osadzone pomiędzy wydarzeniami z poszczególnych książek, wprowadzają więcej szczegółów do całej historii.

Polskie wydanie ma lepsze okładki IMO.

1 Like

Buddy_Levy___Kon_4dfb6d9ee0b5f

Buddy Levy - “Konkwistador. Hernán Cortés, Montezuma i ostatni bój Azteków” - W 1519 roku Hernán Cortés - jeden z najbardziej podziwianych zarazem potępianych ludzi swoich czasów - przypłynął na wybrzeża dzisiejszego Meksyku, by wpoić mieszkańcom tych ziem wiarę katolicką i zagrabić jak najwięcej złota. W Tenochtitlanie - stolicy państwa Azteków - stanął twarzą w twarz z Montezumą, ich charyzmatycznym i tajemniczym władcą.
Konkwistador, fascynująca i napisana z rozmachem historia, opowiada o starciu dwóch kultur, dwóch religii i dwóch bohaterów, które ukształtowało przyszłość Nowego Świata. Wyraziście, przekonująco oddane ambicje i energia Cortesa, tragiczny los Montezumy, brutalność wojny i szok, jakim było dla obu stron zetknięcie z przedstawicielami zupełnie nieznanej im cywilizacji, pozwalają poczuć się świadkiem minionych zdarzeń.

Kto za dzieciaka załapał się na komiks “Hernan Cortes i podbój Meksyku” z rysunkami Wróblewskiego, ten książkę Konkwistador, przeczyta jednym tchem. Pozycja zresztą napisana raczej lekko z myślą o szerszym odbiorcy niż pasjonaci historii. Cortes był faktycznie zadłużonym wojakiem, który jak typowy hazardzista, postawił wszystko na jedną kartę, niestety kosztem miejscowej ludności jak to przy podbojach bywa. Polecam

Ugo Bardi - “Wydobycie. Jak poszukiwanie bogactw mineralnych pustoszy naszą planetę” - W miarę jak kopiemy, wiercimy i odsłaniamy pokłady ziemi, by dostać się do mineralnych bogactw naszej planety, zasoby mineralne, z których korzystamy – te przybierające postać złóż, które najtaniej jest wydobywać i przetwarzać – stopniowo się wyczerpują. W ciągu dziesięcioleci pozbywamy się skarbów, których wytworzenie zajęło Ziemi miliony czy nawet miliardy lat. Próby wprowadzania recyklingu i powtórnego użycia zasobów są obiecujące – ale czy wystarczą? Ugo Bardi, naukowiec i pisarz, przedstawia w swojej książce porywającą historię procesu formowania się minerałów, stworzonych przez nie imperiów, wojen i cywilizacji, a także potężnego przemysłu, który rozwinął się w związku z nimi i który zdradza dziś pierwsze oznaki upadku, w miarę jak spadają jego zyski, a zwiększa się powodowane przezeń zanieczyszczenie. Książka ukazuje również ciemną stronę górnictwa: zniszczone krajobrazy, zanieczyszczone ekosystemy i wpływ na zmianę klimatu. Po tym, jak doszczętne splądrowaliśmy Ziemię, wkraczamy w nową epokę – którą Bardi, korzystający z badań największych ekspertów z dziedziny badań nad minerałami, opisuje z niezwykłą przenikliwością.

Rzetelna praca, w sporym stopniu wręcz praca zbiorowa, powstała we współpracy z wieloma autorami. Jasno wykazuje kurczenie się zasobów planety, ich nieodnawialność. Dla mnie szczególnie ważne, że zwrócono uwagę również na nieodnawialność zasobów niezbędnych do działania elektrowni atomowych i problematyczność samej energetyki choćby z uwagi na odpady. To szczególnie irytujący trend, nagle szukać w technologii atomowej jakiegoś cudownego remedium. Autor jasno pokazuje niezbędność zmian, to o czym pisze mało, czy raczej czego nie sposób by było, zawrzeć w tej pracy, to niezbędność zmiany całego systemu i paradygmatów kierujących obecną cywilizacją. W jakimś stopniu problem ten zawarty jest w uwagach dotyczących ciągłej pogoni za wzrostem gospodarczym, konsumpcji, tworzeniu technologii z zaprogramowanym starzeniem się, brak skutecznego recyklingu i wiele więcej. Warto przeczytać i przemyśleć.

Katarzyna Duda “Kiedyś tu było życie teraz jest tylko bieda” - Transformacja ustrojowa w Polsce, której 30. rocznica przypada w 2019 r., była złą zmianą dla robotników przemysłowych. Zlikwidowano miejsca pracy m.in. dla górników kopalni z Wałbrzycha i robotnic dolnośląskich fabryk, dla górników i hutników z Katowic, dla stoczniowców z Gdyni i Gdańska, dla robotników fabryki produkującej traktory w Warszawie, dla robotników fabryki produkującej aparaturę elektryczną w Przasnyszu, dla kucharek zakładu odzieżowego w Gorzowie Wielkopolskim, dla robotnic wyrabiających pluszaki w fabryce zabawek oraz dla dziewiarek z fabryki ubrań w Siedlcach. Książka opowiada o losach zawodowych przedstawicieli tych grup po 1989 r. Nie są to scenariusze karier „od pucybuta do milionera”. W kraju, który podlegał głębokiej deindustrializacji, zdobyte przez nich w PRL-u umiejętności zawodowe stały się niepotrzebne. Doświadczyli bezrobocia i podejmowali prace dorywcze, po czym znaleźli zatrudnienie jako ochroniarze/portierzy bądź osoby sprzątające. Przez długie lata doświadczali radykalnego wyzysku. Pracowali za 7, 5, a nawet 3 zł za godzinę. Po 300, 400, a nawet 500 godzin w miesiącu. Ich sytuacja uległa poprawie po 2017 r., niemniej jednak w 30. rocznicę transformacji ustrojowej nie mają chęci do świętowania. Nie o takiej Polsce marzyli.

To mogła być ciekawa książka i we fragmentach nawet jest. Niestety momentami brakuje wnikliwości, zadania może innych pytań, wejścia w niektóre historie głębiej i dalej. Co gorsza, książka zawiera lokowanie produktu i jak to zwykle bywa z lokowanie produktu, jest ono zrobione źle i irytująco nachalnie, co można skwitować jedynie lekkim parsknięciem śmiechu i poradą - nie tędy droga partyjko Razem

578640-352x500

Janette Sadik-Khan, Seth Solomonow “Walka o ulice. Jak odzyskać miasto dla ludzi” - Janette Sadik-Khan udało się zrealizować to, co wydawało się niemożliwe. Jako komisarz ds. transportu, podczas kadencji burmistrza Michaela Bloomberga, w latach 2007–2013 przeprowadziła w Nowym Jorku urbanistyczną rewolucję. Jej najważniejsze i najodważniejsze projekty to oddanie pieszym ogromnych przestrzeni wcześniej zajmowanych przez ruch samochodowy, budowa setek kilometrów dróg dla rowerów, uruchomienie szybkich linii autobusowych SBS i roweru publicznego. Zmagania o miasto dla ludzi opisała wraz ze swoim współpracownikiem Sethem Solomonowem w prezentowanej książce. Ostatecznie, dzięki determinacji Janette Sadik-Khan i jej zespołu, Nowy Jork stał się miastem bardziej przyjaznym dla pieszych, rowerzystów i komunikacji miejskiej, a jednocześnie pełnym zieleni i mniej zakorkowanym. Niewątpliwy sukces zespołu Janette Sadik-Khan jest ogromną inspiracją dla wszystkich, którym bliska jest idea „miasta szczęśliwego”. We wstępie i na zakończenie autorka trawestuje słowa Franka Sinatry: „Jeśli coś można zrobić w Nowym Jorku, to da się to zrobić wszędzie” – to wystarczająca zachęta także dla polskiego czytelnika. Książka stanowi kontynuację wątków poruszonych przez Charlesa Montgomery’ego w Mieście szczęśliwym. Autorzy Walki o ulice pokazują od strony praktycznej, jak wcielić w życie opisane przez niego idee.

Podtytuł wyjaśnia, że chodzi o odzyskanie ulic dla ludzi, a takiej ludzkiej strony i optyki raczej tu jak na lekarstwo. Wszystko to przez to, że mamy tu opis technokratycznych dokonań byłej urzędniczki. I tak wiele z tych pomysłów jest ciekawych, wiele chciałoby się zobaczyć czy wdrożyć w praktyce, ale cały czas to opis z perspektywy urzędniczej. Strasznie to psuje odbiór całości, a dla osób przepełnionych nieufnością wobec urzędniczych zapewnień, że “konsultacje były największe w historii NY” jest ten odbiór jeszcze trudniejszy. Mimo wszystko warto spróbować, choćby po to, by inaczej spojrzeć na miasto, infrastrukturę, czy planowanie przestrzeni, bo sporo zdjęć i grafik na pewno to ułatwia

FB_IMG_1565766721286

Zbigniew S. Siemaszko – „Narodowe Siły Zbrojne” - Jedna z pierwszych książek poświęcona NSZ. Autorem jest Zbigniew S. Siemaszko, wybitny emigracyjny historyk mieszkający po II wojnie światowej w Wielkiej Brytanii. Siemaszko nie jest zwolennikiem myśli politycznej, którą reprezentowały Narodowe Siły Zbrojne, a więc w swojej książce zachowuje daleko idący obiektywizm. Książka zaliczana już do klasyki książek poświęconych NSZ oparta jest na podstawie emigracyjnych materiałów i relacji uczestników wydarzeń.

Książka raczej dla pasjonatów. Gąszcz nazwisk, dat, cytatów, przez który trzeba się przebić. Naświetlenie przedwojennej działalności ONRu, powstania Związku Jaszczurczego, Narodowej Służby Cywilnej i wreszcie Narodowych Sił Zbrojnych i Brygady Świętokrzyskiej. Wszystko jest omówione, ale wystąpienia i cała ideologia, antysemityzm, dążenia totalitarne w zasadzie jedynie wspomniane. Dobrze, że jest jasno opisana działalność kolaboracyjna Organizacji “Toma”, współpracy z Niemcami Brygady Świętokrzyskiej. Dużo miejsca poświęcono na analizę pertraktacji scalenia NSZ z AK, powstałych podziałów i gierek. Kolejny raz widać, że prawica najlepsza jest we wzajemnym zwalczaniu się, bo sama struktura NSZ, budowanie jej ewidentnie czerpiąc przykłady z masonerii, powoływanie tajnych struktur, których historia dziś jest w zasadzie trudna do odtworzenia, a niestety autor ewidentnie bardziej chciał naświetlić właśnie tę stronę NSZ.

Jacek Hołub “Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci” - „W latach 2008–2017 za niepełnosprawne uznano 218 tysięcy dzieci. Część z nich, tych najciężej chorych i głęboko niepełnosprawnych intelektualnie, pozostanie dziećmi do końca życia. Aż do śmierci będą potrzebowały pomocy przy wykonywaniu najprostszych czynności: myciu, jedzeniu, załatwianiu potrzeb fizjologicznych.
Napisałem tę książkę, by pokazać, co ich matki przeżywają na co dzień. Bardzo rzadko słyszymy ich głos. Nikt nie jest w stanie opowiedzieć, co czuje żona porzucona przez męża z powodu wady genetycznej ich córki. Matka próbująca opanować atak szału niepełnosprawnego intelektualnie dwudziestopięciolatka. Kobieta patrząca na wijące się z bólu kilkumiesięczne niemowlę. Żegnająca dziecko w szpitalnej kostnicy. Nikt oprócz nich samych.
Ta książka to opowieści pięciu kobiet. Spisywałem je przez rok. Z pewnością by nie powstała, gdyby nie moje osobiste doświadczenie”.

Niby wszyscy wiemy, że wychowywanie niepełnosprawnego dziecka to musi być coś strasznie ciężkiego, a jednak jak często się o tym zapomina. Wystarczy przypomnieć sobie te “mądrości” które pojawiały się przy okazji protestu rodziców w Sejmie. Książka jest niesamowita, czyta się jednym tchem mimo ciężaru relacji, ciężaru tematu. I na co zwraca uwagę autor we wstępie, są to opowieści kobiet, bo tak wygląda rzeczywistość, że to na kobiety spada większa część, a czasem cała opieka nad dzieckiem. Masa refleksji przychodzi po lekturze, choćby na temat tego, jak mocno zdezorganizowane jest życie matek, jak wiele musiałoby się zmienić, żeby opieka nad niepełnosprawnymi mogła przebiegać choć trochę normalniej, bez tej długiej listy wyrzeczeń, frustracji i proszenia się o pomoc. Warto

Martin Pollack - “Po Galicji.O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach. Imaginacyjna podróż po Galicji Wschodniej i Bukowinie, czyli wyprawa w świat, którego nie ma” -
Posłowie Claudio Magris
Martin Pollack zabiera czytelników w pełną nostalgii wędrówkę po świecie, którego centrum były Przemyśl i Drohobycz, „powietrze było pyszne i świeże”, na głównym placu miejskim mieszały się dziesiątki języków, a w lokalnej prasie opryszków traktowało się jak bohaterów. Jednocześnie to świat nierówności społecznych, biednych i brudnych sztetli, korupcji oraz wyzysku robotników z drohobyckich pól naftowych.
Po Galicji to niezwykła podróż w czasie do epoki minionej, opowieść o tęsknocie za lepszym i dostatniejszym życiem.

Całkiem przyjemna wyprawa, dobrze się czyta i wciąga. I są rozbójnicy, i matki co w ramach hartowania karmią dzieci pomyjami i cały koloryt świata, którego już nie ma. Zerka człowiek czasem na mapę, żeby sprawdzić, gdzie jest czy raczej była dana miejscowość. Warto jednak cały czas pamiętać, że to wyprawa w już nieistniejące rejony. Warto

1 Like

Jim Donaghey - PUNK AND ANARCHISM: UK, POLAND, INDONESIA.

Praca naukowa z 2016 roku – ponad 400 stron (ale 60 to bibliografia i przypisy tak że nie nalezy się bać). PDF do ściągnięcia tu:

https://pure.qub.ac.uk/portal/en/publications/punk-and-anarchism-uk-poland-indonesia(67005cb4-5890-4e6b-82bf-b04426a715d2).html

A w distro Pasażera zauważyłem taką pozycję: http://www.sklep.pasazer.pl/index.php?route=product/product&product_id=15914

1 Like

Nikki Meredith “Ludzkie potwory. Kobiety Mansona i banalność zła” - Nocą z 8 na 9 sierpnia 1969 roku członkowie „rodziny” Charlesa Mansona na jego rozkaz dokonali przerażającej zbrodni: zamordowali będącą w zaawansowanej ciąży żonę Romana Polańskiego Sharon Tate i kilkoro jej gości. Wśród oprawców były Leslie Van Houten i Patricia Krenwinkel. Podczas procesu prokurator nazwał je „ludzkimi potworami”, ale ci, którzy znali je wcześniej, nie mogli uwierzyć, by były zdolne do tak brutalnych czynów.
Dziennikarka Nikki Meredith przez dwadzieścia lat odwiedzała „kobiety Mansona” w więzieniu, próbując zrozumieć, co zmieniło normalne na pozór dziewczyny w morderczynie i jak można żyć dalej po popełnieniu tak potwornej zbrodni. Jej książka to mroczna podróż w samo serce zła.

Bardzo ciekawe podejście autorki do tematu. Zestawienie własnej biografii z biografiami jej bohaterek uznanych za wcielenie zła przez zbrodnię, w której brały udział. Bardzo dużo odwołań do " Efektu Lucyfera" Zimbardo, ale nie jest to tylko próba psychologicznego wyjaśnienia motywów działań sprawczyń. To w dużej mierze opowieść o nawiązanej między kobietami relacji, czy nawet przyjaźni i próbie zrozumienia. Najmocniejszy efekt robi opis absurdu systemu przyznawania zwolnień warunkowych, bo w kontekście tego, co dowiadujemy się o Lesie Van Houten, wychodzi na to, że ów system zdecydowanie nie bierze pod uwagę efektów resocjalizacji i jest zwyczajnie absurdalny. Warto

2 Likes


S. Ludman – ‘’Nowhere to go’’ ebook, ENG

Autor tej książki poza życiem prywatnym i zawodowym jest także założycielem wytwórni Crowd Control Media, a ta fikcyjna powieść zawiera pewne autobiograficzne wątki. Naszym bohaterem jest 15-letni Matt ‘’Attack’’ który daje nogę z rodziny zastępczej gdzie nie był zbyt dobrze traktowany i wyrusza do Los Angeles końca lat 80-tych. Tutaj przyłącza się do gangu skinheadów (tych dobrych), poznaje dziewczynę która potem wyjeżdża łamiąc mu serce a on topi smutki w alkoholu i przemocy. Sex i przemoc zdają się być siłą napędową naszego bohatera ale dla mnie jego myślenie i decyzje są głupie po prostu – brak w jego postępowaniu jakiejś głębi niestety. Na końcu Matt zdobywa pistolet i idzie rozprawić się z konkurencyjnym gangiem złych skinów i … niestety nie ginie co zwiastuje sequel.

Do pozytywów zaliczam wstęp napisany przez dwóch kolesi z kapel którzy dają ‘’pieczęć autentyczności’’ że pozycja ta oddaje feeling tamtych czasów i miejsc. Książka jest dedykowana tym wszystkim dzieciakom żyjącym na ulicy które z powodu samobójstw, dragów i przemocy nie dożyją swojej pełnoletności. (‘’This book is dedicated to all the kids who were forced into life on the streets and never made it out alive. Your memories live on forever in the hearts of those who did make it out alive. To those of us that turned things around, it’s our duty to end the cycle of abuse within our own families’’ . – S. Ludman)

Do ebooka jest dodany rozdział z kontynuacji losów Matta gdy trafia on do zakładu wychowawczego i jako że nie jest on zbyt długi to trudno powiedzieć czy nasz bohater nabrał rozumu czy nie ale styl pisania wydaje mi się być bardziej dojrzały.

Tej książki nie polecam, ale kolejna (jak wyjdzie) to pewnie będzie lepsza. Na stronie magazynu Razorcake jest recenzja tej pozycji jak ktoś chce.

Edward W. Robertson – ‘’The Breakers Series: Books 1-3’’ ebook, ENG

Klimaty postapokaliptyczne: wirus Panhandler powoduje że 99 procent ludzkości dosłownie wykrwawia się na śmierć a my obserwujemy upadek cywilizacji i śledzimy losy kilku bohaterów. Walt po śmierci swojej dziewczyny postanawia pieszo dostać się z Nowego Jorku do Kalifornii (kawał drogi), z założeniem że pewnie umrze gdzieś po drodze. W Los Angeles Mia i Raymond ukrywają się w opuszczonej posiadłości i zaczynają w miarę samowystarczalne życie mając ogród i parę kurczaków. Tą sielankę przerywa po kilku miesiącach pojawienie się nad wodami zatoki wielkiego statku-matki obcych i pochodzenie wirusa który zdziesiątkował ludzkość staje się jasne. Kolejne dwie książki zapoznają nas z innymi postaciami choć drogi naszych bohaterów czasem się przecinają lub odwiedzamy te same miejsca innymi postaciami.

Nie jest to jakaś super top pozycja ale za tą cenę (free na Amazonie) to polecam. Autorowi udaje się dokonać kilku zwrotów akcji których się nie spodziewałem: czasem ci ‘’dobrzy’’ wcale tacy nie są a ci ‘’źli’’ mają dobre intencje. Ten cykl rozrósł się do 8 książek a kolejne mają coraz lepsze recenzje.

Piotr Głuchowski, Bożena Aksamit - “Uzurpator. Podwójne życie prałata Jankowskiego”- W latach 80. ksiądz Henryk Jankowski był bohaterem Polaków. Jego kazania gdańszczanie przegrywali z kasety na kasetę – jak pieśni Jacka Kaczmarskiego – i handlowali nimi na targowisku. Poważni ludzie stawiali go obok Piotra Skargi i Jerzego Popiełuszki. Podawali mu ręce, a nawet się z nim ściskali wielcy tego świata: księżna Anna z Windsorów, senator Edward Kennedy, Margaret Thatcher. Gdy mu się powodziło, był szczodry. Brał pieniądze od bogatych i rozdawał biednym. Dzięki temu dorobił się tysięcy oddanych wielbicieli. Jednocześnie panowała zmowa milczenia wokół tego, co się dzieje na plebanii kościoła św. Brygidy, choć to, że prałat prowadzi drugie życie, było powszechnie wiadome. Ta zmowa jest tematem niniejszej książki. Tak samo jak kapłan, który jedne dzieci wysyłał na zagraniczne kuracje i wczasy, a inne krzywdził. I który przebył drogę z małomiasteczkowej nicości na szczyty, by umrzeć w samotności i biedzie.

Dobra, choć dość nierówna pozycja. Początek bardzo mocny i szokujący. Jednak stopniowo wydźwięk książki jakby łagodniej, a moim zdaniem szkoda. Przechodzimy przez cały życiorys prałata, ale też historię najnowszą Polski. W tym zakresie to też ciekawe przypomnienie przez ile różnych wydarzeń przewijała się jego postać. W tym zakresie można żałować, że nie pozwolono sobie na jakąś szerszą analizę wpływu kościoła i jego nauk, czy jego zaangażowania politycznego i związanych z tym skandali. Bo przecież Jankowski nie był jedynym księdzem ziejącym antysemityzmem, nienawiścią czy pogardą dla swoich realnych i domniemanych przeciwników. Warto przeczytać choćby po to, by zrozumieć, jak bardzo ten kraj nie potrafi radzić sobie z działalnością kleru i jak wiele uchodzi jego przedstawicielom i stronnikom.

Annie Jacobsen “Operacja Paperclip” - Sensacyjna historia tajnej operacji amerykańskich służb specjalnych, dzięki której w końcowym okresie II wojny światowej oraz bezpośrednio po niej do USA trafiły setki nazistowskich uczonych. Wielu z nich było zbrodniarzami wojennymi, sądzonymi i skazanymi m. in. podczas procesów norymberskich. Znajdowali się wśród nich zarówno matematycy, fizycy i chemicy tworzący dla Hitlera plany nowych rodzajów broni, jak i lekarze dokonujący zbrodniczych eksperymentów na więźniach obozów koncentracyjnych i jeńcach wojennych. Ludzie ci byli ściągani do Ameryki wraz z rodzinami, otrzymywali nowe tożsamości, a ich przeszłość puszczano w niepamięć – pod warunkiem, że równie chętnie jak dla nazistów, będą pracowali dla nowej ojczyzny

Sprawnie napisana historia, która musi wzbudzać niechęć do cynizmu tzw zwycięzców z USA choć wiadomo, że pozostali alianci i sowieci również korzystali z dorobku naukowego i zasobów pokonanej Rzeszy. Kiedy jedna agencja zajmuje się ściganiem zbrodniarzy, inne w tym samym czasie, tych zbrodniarzy werbują, jeśli tylko widzą w tym interes. Nie tylko program amerykańskich lotów kosmicznych powstał na podstawie nazistowskich naukowców, sporo zyskały też badania nad bronią biologiczną i chemiczną. Najbardziej uderza cynizm właśnie owych naukowców, wypierających się swoich związków z nazizmem, przynależności do hołubionej elity, a nawet udających antyfaszystów czy represjonowanych przez reżim. Wstrząsająca i ważna książka

2 Likes

Jestem po serialu Mindhunter więc ta pozycja wydaje się ciekawym dopełnieniem.

znak4
Maciej Jastrzębski – ‘’Klątwa gruzińskiego tortu’’

Autor książki jest korespondentem Polskiego Radia w Federacji Rosyjskiej i jego specjalnym wysłannikiem do Gruzji, a obecnie mieszka w Moskwie. To bardzo fajna książka o kraju i ludziach o których tak naprawdę nic nie wiedziałem do tej pory (z Gruzinów ‘’znałem’’ tylko Stalina i Grigorija Saakaszwili z ‘’Czterech pancernych’’). Widać fascynację autora krajem, ludźmi, jedzeniem i wspaniałą gościnnością (taką wschodnią, jeszcze nie skażoną tym zachodnim ‘’turystycznym’’ podejściem). Jest to też opowieść o przyjaźni jaka się zawiązała między nim i jego kierowcą Dżabą ale tu nie powinno być zdziwienia bo Gruzini bardzo lubią Polaków (między innymi za pomoc jaką udzielaliśmy im w czasie gdy walczyli z Rosją w 2008).

Sporo o historii , trochę o konfliktach z Abchazami i Osetyjczykami (wspieranymi przez Rosję) – 20 procent terytorium Gruzji jest pod kontrolą Rosjan którym nie podobają się proeuropejskie aspiracje tego narodu. Jest co nieco o zabytkach i architekturze, a także o jedzeniu i winie – ja żadnym smakoszem nie jestem ale po lekturze mam ochotę ruszyć do jakiejś gruzińskiej knajpki na te ich przysmaki. Wszystko to podlane opowieściami i legendami z zamierzchłych czasów i tych trochę bardziej współczesnych.

Pod koniec książki jest kilka stron które opisują jakie było podłoże walk na ukraińskim Majdanie a także późniejszej agresji Rosji na Kaukazie – i to jest najbardziej przystępny materiał na ten temat jaki czytałem choć przyznaję że nie zgłębiałem nigdy tego tematu. Dobra pozycja.

Jennifer Worth – ‘’Call the midwife. A True Story of the East End in the 1950s’’

Są takie książki które rozkręcają się powoli zanim akcja i bohaterowie nas wciągną w swój świat. Są takie które są stratą czasu nie dając nic w zamian. Ale są też i takie które wciągają od pierwszych przeczytanych stron i nie pozwalają się oderwać. I ta pozycja należy do tej ostatniej kategorii.

Kim jest ta tytułowa midwife i czemu należy po nią dzwonić? Zakres obowiązków oczywiście różni się od Polski ale po naszemu to akuszerka albo położna: osoba zajmująca się ciężarną kobietą, przyjmująca poród a potem dbająca i kontrolująca matkę i jej dziecko. Nasza bohaterka w latach 50-tych zaczyna praktykę jako midwife na londyńskim East End wśród tej zdecydowanie uboższej części społeczeństwa: ślady wojennych bombardowań są ciągle widoczne a ruiny zniszczonych domów służą jako schronienie dla różnych ciemnych typów i place zabaw dla dzieci.

Jak lubicie medyczne historie i z wypiekami na twarzy oglądaliście ‘’Szpital na peryferiach’’ będziecie usatysfakcjonowani: już na początku dostajemy opis przyjmowanego porodu i to dość opisowy. Ja nawet nie mogę patrzyć jak robią zastrzyk i całe szczęście że tą książkę czytam po angielsku i ta bariera językowa jednak jest bo inaczej to ja potrzebował bym pomocy.

Co ciekawe pomoc dla tych najbiedniejszych kobiet zapewnia od około 1850 roku zgromadzenie sióstr zakonnych które tak rozumieją swoje powołanie religijne. Autorka ma dar słowa: opisywane przez nią postacie to prawdziwi żywi ludzie a nie papierowe postacie. Jeśli jest radość to naprawdę to czuć, a jeśli autorka opisuje jakiś dramat to jest to wtedy i nasza osobista tragedia.

Ale to tylko część tej książki bo można się tu dowiedzieć wiele o tym jak wyglądało życie na londyńskim East End w tych czasach. Faceci pracowali od rana do wieczora w dokach przy ręcznym rozładunku statków a kobiety były zamknięte w nieustającym kręgu: ciąża, dbanie o dzieci, pranie, gotowanie, kolejna ciąża i tak wkoło. To akurat zmieniło się w początkach lat 60-tych z wprowadzeniem pigułek antykoncepcyjnych: liczba urodzin w rejonie gdzie pracowała Jennifer Worth spadła z 80-100 miesięcznie (koniec lat 50-tych), do 4-5 (rok 1963). I takich rzeczy z zakresu ‘’social history’’ dowiadujemy się z tej ciekawej pozycji.

Kojarzycie takie sformułowanie ‘’londyńska mgła’’? Ci z was którzy mieszkają w Londynie pewnie nieraz byli o to pytani gdy przyjeżdżają do kraju. Technicznie rzecz biorąc to był smog biorący się ze spalania węgla w domach i fabrykach a widoczność mogła spaść nawet do pół metra. W najgorszym jego przypadku w 1952 roku w Londynie zmarło z tego powodu 12 tysięcy ludzi.

Kilka razy w trakcie czytania cofamy się w czasie gdy autorka zapoznaje nas z życiem i losami ludzi których poznała w trakcie swojej pracy i tu nachodzi mnie taka refleksja że nie zdajemy sobie dzisiaj sprawy jakim błogosławieństwem jest powszechna i ogólnodostępna opieka medyczna zwłaszcza dla biedniejszej części społeczeństwa. Jasne, każdy narzeka bo trzeba czekać, bo trzeba płacić za leki ale jeszcze 100 lat temu ludzie musieli wybierać czy kupić jedzenie czy zapłacić za wizytę doktora. A gdy nie było cię stać na opiekę i dziecko czy matka umarła to cóż: ‘’Bóg tak chciał’’ (ewentualnie ‘’Bóg zabrał go do siebie’’).

Wydane w Polsce jako ‘’Zawołajcie położną’’ .

Max Brooks – The Zombie Survival Guide. Complete protection from the living dead.

Jeśli czytaliście Wojne zombie / World War Z tego samego autora to powyższą pozycję spokojnie możecie postawić na tej samej półce – jest równie dobra. Tutaj bardziej nastawiona na praktyczne aspekty jak przeżyć apokalipsę zombiaków z masą przydatnych i sprawdzonych informacji dotyczących wyboru odpowiedniej broni, pojazdu czy schronienia. Pozycja jest napisana pod amerykanskiego czytelnika (‘’broń: shotgun i 250 sztuk amunicji itp.’’) ale podstawowe zasady przeżycia są uniwersalne dla nas wszystkich. A gdy nadejdzie dzień Z to nie zapomnijcie o zatyczkach do uszu – przydadzą się.

Wydane w Polsce a recenzja tu: https://paradoks.net.pl/read/22029-max-brooks-zombie-survival-recenzja

1 Like

Dariusz Zalega “Śląsk zbuntowany” - Po buncie generała Franco w lipcu 1936 roku przeciwko rządowi Frontu Ludowego w Madrycie prawie dwustu śląskich robotników wyjechało do Hiszpanii bronić Republiki, praw robotniczych i swoich marzeń.

Historia jest polem walki. Wymazuje jedne losy, ozłaca drugie. Dzieje międzynarodowych ochotników podczas wojny w Hiszpanii są tego dowodem. W okresie PRL często mówiono o nich, wspominając „postępowe tradycje oręża polskiego”. Dziś, gdy wahadło polityczne wychyliło się w przeciwną stronę, odsądzani są od czci jako „żołnierze Stalina”. Ta książka przywraca pamięć o nich jako o ludziach z krwi i kości, a nie z propagandowych pomników – stawianych czy obalanych. To historia widziana oczyma Ślązaków, których los rzucił za Pireneje, a potem rozsiał po całym świecie. A w tle ludowe dzieje Górnego Śląska, tak często zniekształcane.

Początkowo trzeba się przyzwyczaić do stylu książki, nie ma tu jednego bohatera, jest raczej zbiorowość i region, z którego się wywodzą. Trochę nudzi wymienianie kolejnych organizacji, do których ktoś należał (za to może właśnie zabrakło przypisów czy biogramów, dla tych którzy chcieliby poznać więcej szczegółów), ale im dalej tym historie coraz bardziej wciągają. Całość zdecydowanie się broni, pokazuje dziś zapomniany czy wręcz faktycznie wyklęty fragment historii, bo przecież w oficjalnej narracji II RP to istny raj bez strajków i protestów. No i jeszcze ta straszna Czerwona Hiszpania, którą straszy się i najmłodszych “wyborców” króla Korwina i starszych widzów publicznej TVP. Warto przeczytać

Nakladem PM Press wyszlo “X: Straight Edge and Radical Sobriety” Gabriela Kuhna, autora “Sober Living For The Revolution”.
image

3 Likes

Dzięki, dzisiaj to szósta pozycja którą kupiłem.

image

1 Like

Czekam(y) zatem na recenzje :slightly_smiling_face:

1 Like

TOMASZ BOREWICZ, KACPER SZULECKI, JANUSZ WALUSZKO “BEZ ATOMU W NASZYM DOMU PROTESTY ANTYATOMOWE W POLSCE PO 1985 ROKU” - Czy katastrofa w Czarnobylu przyczyniła się do upadku komunizmu? Skąd wziął się polski ruch ekologiczny i dlaczego po 1989 roku nie stworzył silnej politycznej reprezentacji? Niniejsza monografia umiejscawia antyatomowe protesty, które przetoczyły się przez Polskę w latach 1985-1990, w szerszym kontekście. Energetyka jądrowa była przez kilka dekad symbolem nowoczesności, jednak od początku budziła kontrowersje przez skalę związanego z nią ryzyka. Wybuch w Czarnobylu był iskrą, która zapaliła zupełnie nowe ognisko społecznego protestu wobec władz PRL. Autorzy, korzystając między innymi z drugoobiegowych źródeł i wywiadów z uczestnikami wydarzeń, pokazują, jak pozorna apolityczność ekologii, szeroki rezonans kwestii zdrowia obywateli, nośność antyjądrowych haseł i nowe formy protestu wytworzyły jakościowo nowe zjawisko na opozycyjnej scenie. Zielony wkład w rozmontowywanie systemu w drugiej połowie lat 80. pozostawał dotąd mało zbadany. Jednocześnie najostrzejsze protesty wokół budowy Elektrowni Jądrowej “Żarnowiec” doczekały się kulminacji już po wyborach czerwcowych. Tym samym historia protestów ekologicznych wymaga opowieści o roku 1989 jako początku procesu, a nie błyskawicznym przejściu z komunizmu w demokrację. Każe też zadawać pytania o zderzające się wizje demokracji i jej jakość. Historia projektu jądrowego, który wznowiono po 2010 roku, pokazuje, jak silne pokusy autorytaryzmu idą w parze z tą specyficzną technologią energetyczną.

Bardzo dobrze napisana monografia protestów. Żywy język, oddający głos uczestnikom, dobrze przedstawiający ich motywacje i targające nimi emocje. Do tego użyteczna dziś wiedza, o samym budowaniu ruchu antyatomowego, przygotowywania kampanii itp. Ważne jest też zwrócenie uwagi na pytania na, które również dzisiejsi entuzjaści atomu nie potrafią odpowiedzieć. Bo jak sfinansować tak drogą inwestycję, której budowa musi zając sporo czasu, do tego inwestycje, która wymaga państwowego wsparcia choćby już na etapie zapewnienia bezpieczeństwa i zapewne będzie generować już na etapie samego przygotowania pokaźne koszty. Owe koszty w przypadku elektrowni atomowej i działania lobby z nim związanego mocno sugerują, że często chodzi o to “żeby budować” niekoniecznie “zbudować” bo przecież zatrudnienie w różnych instytucjach związanych z atomem to też dobra fucha. Tradycyjnie też nikt nie potrafi powiedzieć co z odpadami i jak skutecznie przygotować się na ewentualną awarię, która jak pokazuje nie tylko Czarnobyl, potrafi osiągnąć naprawdę olbrzymią skalę. Sporo ciekawych refleksji, jeśli chodzi też o obecne działania rządzących. Najwyraźniej ten i poprzednie rządy ostro podkopują projekty odnawialnych źródeł energii, wyraźnie prą w stronę atomu. Powiązania polityków i koncernów energetycznych i obrotowe drzwi, którymi oba środowiska się przemieszczają, mogą wiele sugerować, dlaczego nadal myśli się w Polsce o budowie EJ, mimo sukcesu protestów z końca lat 80’. Zdecydowanie warto przeczytać

1 Like